John Porter w Wieluniu. To był magiczny koncert (zdjęcia)

   Owacje na stojąco i prośba o bisy - tak publiczność podziękowała walijskiemu muzykowi, Johnowi Porterowi za 1,5 godzinny koncert, który dał w sobotę w Stacji Kulturalnej Wieluń – Dąbrowa. Artysta zaśpiewał piosenki z kilku swoich płyt, ale również takie, które jeszcze nigdzie nie były publikowane.

Alina Frejusz: Ostatnio o Wieluniu mówi się bardzo dużo w kontekście 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Słyszał pan wcześniej, co wydarzyło się w tym mieście 1 września 1939 roku?

John Porter: Niestety muszę się przyznać, że nie. To jest pierwszy raz, kiedy jestem w Wieluniu. Ale nadrobiłem, byłem na rynku i jestem zachwycony miejscem. To bardzo ładne miasto.

AF: Od wielu lat mieszka pan w Polsce, wydaje tutaj płyty, ma pan tutaj rodzinę. Czy może pan powiedzieć, że to pana druga ojczyzna?

JP: Ja czuję się jak człowiek uniwersalny. Od pewnego momentu jest człowiekowi wszystko jedno, gdzie mieszka, jeśli robi swoje i to, co kocha. Ja właśnie to robię.

AF: Zawsze się zastanawiałam, czy nie jest panu żal, że zrezygnował pan z pracy z Maanamem.

JP:  Absolutnie nie. To była najlepsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu. Był taki moment, że powinni mi podziękować, bo dzięki mnie Kora została wielką postacią i do dzisiaj uważana jest za najlepszą wokalistkę rockową w Polsce. A to wszystko dzięki mnie, bo odszedłem (śmiech). Był po prostu taki moment, że każdy zaczął robić coś swojego, nabierać pewności siebie z piosenkami i tekstami przede wszystkim. I zamiast jednego zespołu powstały dwa wspaniałe zespoły.

AF: Oboje studiowaliśmy politologię. Ja jestem dziennikarką, a pan muzykiem.

JP: No chyba coś z tymi studiami nam nie za bardzo poszło (śmiech).

AF: To poświęcenie muzyce to było coś co czuł pan od dziecka, czy dopiero na jakimś etapie życia zdecydował pan, że będzie muzykiem?

JP:  Myślę, że nie ma przypadków, że wszystko, co ma być, to będzie. Ja zawsze byłem muzykalny, moja rodzina też była muzykalna, zwłaszcza ojciec. Ale nigdy nie myślałem, że będę żyć z tego. Nigdy w życiu! Myślałem, że będę dyplomatą albo korespondentem politycznym. Ale okazało się, że nie. Jak przyjechałem do Polski, to miałem duże szczęście spotkać wspaniałych ludzi. Trafiłem na tak zwaną polską bohemę, warszawską przede wszystkim. Miałem gitarę i ludzie mówili: "Ale fajnie grasz, powinieneś coś z tym robić". I pomyślałem: "Czemu nie". I to były początki mojej kariery muzycznej. Bo wcześniej grałem dla siebie, miałem również zespół w szkole.

AF: Wydał pan trzy albumy: „Nieprzyzwoite piosenki”, „Inside story”, „Goodbye” oraz EP-kę "Other stories” z Anitą Lipnicką. Albumy osiągnęły ogromny sukces w Polsce. Jak na przestrzeni lat ocenia pan tę współpracę?

JP: Trochę się wstydziłem, bo wygraliśmy Fryderyka w kategorii Pop Music (śmiech). To była bardzo fajna przygoda, bardzo fajny etap, nie tylko zawodowy, ale też prywatny. Z tego związku mamy piękną córeczkę Polę. To było bardzo fajne przeżycie, bo jeszcze wtedy nie byłem w świecie showbiznesu polskiego, a jednocześnie nie zawsze byłem wygodny w tym świecie.

AF: Czy ten muzyczny etap z Anitą Lipnicką się już skończył, czy planują państwo współpracę w przyszłości ?

JP:  My na razie nawet nie mamy czasu i nie rozmawialiśmy, aby coś robić razem. Na razie nasze drogi, i prywatnie, i muzycznie są zupełnie inne, jak słychać. Trudno powiedzieć. My rozstaliśmy się, ponieważ ile można dyskutować ten sam temat. Może gdybyśmy pracowali w dwóch innych zespołach, to byłoby lepiej, ale jeżeli to jest 7 na 24, kiedy współkomponujesz, współgrasz, to człowiek się spali po prostu, korki nam wysiadły. Rozstaliśmy się, ale w bardzo dobrej relacji. Mamy wspólne dziecko, więc te relacje muszą być obowiązkowe, ale mamy bardzo dużo sympatii do siebie nawzajem. Teraz chcę współpracować i współpracuję z innymi ludźmi, z Mazolewskim, z Nergalem. Jest to wspaniałe, jestem w bardzo dobrym momencie w swoim życiu.

AF: Ostatnie pana płyty: „Back in town”, „Honey Trap” i „Philosophia ” tworzą wysoko oceniany przez krytyków tryptyk. Jak opisałby Pan słuchaczom te albumy?

JP:  „Back in town” i„Honey Trap” to są wybitnie solowe płyty. „Philosophia” to projekt z Wojtkiem Mazolewskim. To jest bardzo spontaniczna płyta i słychać w niej moje korzenie, bardziej moje niż jego, na granicy takiego ciemnego bluesa, chociaż Wojtek na basie wesoło gra, jak zawsze (śmiech). Ale jest to mocna płyta i tak jak pani powiedziała, ma bardzo dobre recenzje. To jest bardzo fajne. Przygotowujemy się do jesiennej trasy koncertowej. Zaczynamy w Toruniu w tym miesiącu, a zakończymy ją w grudniu. Jest w planach jeszcze jeden projekt, ale na razie nie mogę zdradzić, co to będzie, a później nagrywam kolejną płytę solową. Będzie to bardzo ciekawa płyta, bo będę współpracował, mam taką nadzieję, z Kev Foxem.

AF: Czy lepiej śpiewa się w zespole, czy solo?

J.P:  Nie ma różnicy. Ja kocham być na scenie. Jak jest zespół, kocham się ruszać, skakać itd. Jak jestem solo, lubię opowiadać. Każda strona jest dobra. Pytają mnie czasami, czy lubię grać na dużych koncertach, czy wolę na małych, kameralnych. To jest nieważne. Jak jesteś dobrym artystą, to dostosujesz się do miejsca i lecisz z tym, co masz.

AF: Jakiej muzyki słucha pan prywatnie? Jakie mam pan płyty na półce?

JP:  Mam artystów, których bardzo lubię, jak Nick Cave czy PJ Harvey. Słucham bardzo dużo The Beatles i Rolling Stones, ale klasykę też. Billie Eilish też słucham, bo córka słucha (śmiech). Jestem otwarty na muzykę, ale rzadko mogę jej słuchać, bo ciągle komponuje. Muszę mieć czysty umysł. jak nagrywam i pracuję nad nowym materiałem.

AF: A jakie ma pan kontakty ze starszymi dziećmi?

JP:  O, to już stare konie! (śmiech). Wszystko jest ok. Młodszy mieszka i pracuje w Chinach, jego wybór. A drugi mieszka pod Warszawą i zajmuje się nieruchomościami.

AF: Trudno być ojcem z takim trybem życia?

JP:  Nie jest łatwo. Nie jest łatwo (śmiech). To bardzo męczące.

AF: A jakie piosenki usłyszy dzisiejsza publiczność?

JP:  Ja mam dość spontaniczny program. Mam jakąś pulę piosenek i zależy, jak się będę czuł, to takie piosenki będę śpiewał. Również takie, które nigdzie jeszcze nie były publikowane. One się ukażą na mojej płycie solowej. Ale będą też antyki (śmiech).

   John Porter za swój występ otrzymał owacje na stojąco. Jeszcze długo po koncercie podpisywał płyty i rozdawał autografy.

   Warto przypomnieć, że wszystkie wydarzenia i koncerty w Stacji Kulturalnej Wieluń - Dąbrowa są darmowe, jednak ze względu na ograniczoną ilość miejsc Wieluński Dom Kultury rozdaje darmowe wejściówki, które są do odbioru w siedzibie placówki przy ul. Krakowskie Przedmieście.

Posłuchaj wywiadu z muzykiem:



      
REDAKCJA PORTALU radiozw.com.pl NIE ODPOWIADA
ZA TREŚĆ KOMENTARZY ZAMIESZCZANYCH PRZEZ INTERNAUTÓW

REKLAMA